Zanim zostałam macochą, pokochałam Ciebie…

…czyli jak wsparcie partnera wpływa na rolę macochy.

Myślę, że powinnam postawić sprawę jasno już na samym początku. Nie lubię określenia „rodzina patchworkowa” i staram się go nie używać. Kiedy je słyszę, to odnoszę wrażenie, jakby ktoś polukrował coś bardzo brzydkiego i teraz próbuje mi to sprzedać. Jest w tym określeniu coś „modnego”, jakaś próba przekonania mnie, że wszystko jest ok i w zgodzie z trendami. A nie mówimy przecież o wyprawie do Disneylandu, a o bolesnym i skomplikowanym procesie rekonstrukcji rodziny.

Serio, czy znasz jakieś szczęśliwe i bezproblemowe „rodziny patchworkowe„? I nie pytam tutaj o zdjęcia z filtrami z Instagrama ani o hollywoodzkie produkcje, a o szarą codzienność. A więc skoro to jest przestrzeń, którą ja tworzę, to zostaniemy tutaj przy czasem trudnej do zdefiniowania prawdzie i nie będziemy udawać, że nasza nowa rodzina to coś „easy, cool & trendy”. 

Kiedy w dżungli współczesnego randkowania natkniemy się w końcu na fajnego mężczyznę, to bardzo chcemy, żeby to już było TO. Która z nas nie przymykała oka na jedną czy dwie „Red flagi”…? A to, że facet ma dziecko z poprzedniego związku…no cóż, ludzie mają dzieci. Samotni rodzice to już nie tylko samotne matki, ale również ojcowie. Mężczyźni coraz częściej stają się dla swoich dzieci rodzicami pierwszoplanowymi, a więc nie mówimy tu już nawet o opiece naprzemiennej, ale o opiece pełnej. O takiej opiece, gdzie to matka biologiczna pojawia się (lub nie) po dziecko co dwa tygodnie. I co wtedy? Czy nas to odstrasza? Czy może, w imię miłości, brniemy w to dalej, bo przecież co może pójść nie tak?!

I nie, nie odstraszyło mnie to. Mężczyzna, którego poznałam był doskonale zorganizowany. Praca zawodowa, dbałość o dom i opieka nad dzieckiem, wszystko miał poukładane. Są rzeczy, które od razu rzucają się w oczy. Był zawsze ogolony, koszula wyprasowana, samochód pachnący czystością, a im dalej w las tym lepiej. W skrócie: pracował i ogarniał całe piękne mieszkanie (prał, prasował, sprzątał i gotował). Ideał! Gdzie haczyk? Niby był jeszcze Bombelek, ale nie przejęłam się tym zbytnio. W rozmowie z przyjaciółmi podkreślałam, że to nie problem – on ma wszystko poukładane. O święta naiwności! Czemu nikt mnie wtedy nie oświecił???

Tak jak w każdym domu, „poukładanie” spraw zależy też od czynnikow, na które nie mamy wpływu. I nawet jak mówiłam, że on nad wszystkim panuje, to w tym całym planie była: szkoła, zajęcia pozalekcyjne, opiekunka, dziadek i babcia. A, no i matka biologiczna… Nie wzięłam pod uwagę, że ludzie odchodzą, ludzie umierają albo po prostu ludzie zawodzą. I dziś, po latach, kiedy jesteśmy już tylko my dwoje do opieki nad dzieckiem, to już wiem. Wiem jak naiwna byłam. Byłam naiwna, kiedy myślałam, że ja się w żaden „patchwork” nie bawię, że ja nie będę musiała mu pomagać, bo on ma wszystko pod kontrolą, bo przecież dziecko ma też matkę, która ma przyznane szerokie kontakty. 

Co mogło pójść nie tak…

Dekalog początkującej macochy:

  1. Dom.

Może to banalne, ale im bardziej uporządkowany będzie Wasz dom, tym łatwiej będzie się Wam żyło. Mam na myśli każdy aspekt domowego funkcjonowania jaki jesteś w stanie sobie wyobrazić. Funkcjonowanie w świecie, w którym jeden z domowników (dziecko) pojawia się i znika, a drugi domownik (rodzic) ma okresowo dodatkowe zobowiązania, jest wymagające. Do pierwszych niesnasek może dojść już o poranku, gdy zrobi się kolejka do łazienki. I tak, jeśli chcesz uniknąć codziennych porannych nerwów to trzeba to zaplanować. Wieczór wcześniej sprawdzić kto i o której musi wyjść, kto i ile czasu potrzebuje w łazience i na tej podstawie trzeba przydzielić sloty. I wszyscy domownicy muszą się ich trzymać, nawet jeśli nie będą idealne (a nie będą!). Na tym polega kompromis i od tego zaczyna się harmonia w Waszym domu. Relacji w nowo budowanej rodzinie nie tworzy się łatwo i przyjemnie, wymagają one pracy i zaangażowania, więc tam gdzie tylko się da, tam warto ułatwić sobie życie dobrą organizacją. Ojciec/mąż/facet, jak zwał tak zwał, ten, który nosi przysłowiowe „spodnie”, powinien być fundamentem tego domu. Mocnym jak skała, np. taki granit. Nie możesz się ze wszystkim „szarpać” sama, bo się wykończysz.

  1. Wioska.

Kiedyś coś naturalnego dla każdej rodziny. Dziś, gdy ludzie tylko patrzą jak się odgrodzić od innych, o wioskę coraz trudniej. Każda przyjazna osoba, która w dowolnej sytuacji będzie mogła zaopiekować się pasierbiątkiem jest na wagę złota. Nieplanowane nadgodziny w pracy – zaprzyjaźniony rodzic może odebrać dziecko ze świetlicy. Pilna wizyta lekarska – sąsiadka posiedzi z maluchem. A gdy macie zaplanowany (i opłacony!) romantyczny weekend we dwoje i wtedy nagle ex stwierdza, że nie przyjedzie „bo nie, nie muszę się tłumaczyć”, to sytuację (i Waszą romantyczną relację) uratować może dobra kuzynka. Nie zliczę sytuacji, gdy ex nie chciało się odebrać dziecka ze szkoły albo zabrać na weekend. Sądy i egzekwowanie obowiązków wynikających z orzeczenia sądu? To długi i trudny temat. Zasługuje na osobny wpis. Wioska jest ważna, potrzebna i warto ją mieć.

  1. Rodzina.

Rodzina to ważna część Waszej wioski. Może być wielką pomocą, ale też utrudnieniem lub nawet potężnym zagrożeniem. Jak wielką pomoc może stanowić w skomplikowanej sytuacji rodzinnej zaangażowanie dziadków, ciotek czy kuzynek, o tym nie trzeba nikogo przekonywać. Nie będę się o tym rozpisywać, na pewno wiesz po sobie. Ale utrudnienia to inna bajka. Bywają rodziny, które trzymają stronę ex, a nawet utrzymują z nią faktyczne kontakty towarzyskie. Rodziny, które ze względów religijnych nie akceptują rozpadu pierwszego małżeństwa. Rodziny, którym się po prostu nie spodobasz. Dlaczego? Możesz być za ładna/za brzydka, za biedna/za bogata, z przeszłością/z czystą kartą. A czasem wystarczy, że masz własne zdanie i nie boisz się go wyrażać. Do takiej rodziny trudno wejść (czy to w ogóle możliwe?). Partner może stawiać granice i wymagać szacunku, ale w najbardziej „opornych” przypadkach to na nic się nie zda. I wtedy będzie musiał dokonać wyboru: Wy czy oni. Będzie to dla Ciebie jedna z najważniejszych informacji, czy Wasza relacja ma szansę przetrwać.

  1. Dziecko.

To największa zmienna. Największa niewiadoma. I największe zagrożenie. Ale jest niezbędnym elementem tej układanki. On jest ojcem. Ma nadrzędną rolę wychowawczą i to czyni go głównym odpowiedzialnym za układanie Waszych relacji. Co więcej jest on „naczelnym ogarniaczem” życia dziecka. Nie próbuj go zastąpić, ani nie pozwól zrzucić sobie tego obowiązku na głowę. Dziecko będzie jednak stałym elementem tego układu (nieprzewidywalnym, ale wciąż stałym). Wiążąc się z samodzielnym ojcem, będziesz miała z dzieckiem nie tylko pobieżny kontakt. Pewien stopień Twojego zaangażowania będzie niezbędny, aby relacja mogła rozwinąć się z czysto romantycznej w rodzinną.

  1. Ex.

Wróg czy sojusznik? Ja jestem zdecydowanie „na nie”. Najpierw poznaj fakty. Czy facet wciska Ci ściemę, jakieś głodne kawałki- jeśli tak, odpuść go sobie. Ale jeśli jego opowieść znajdzie potwierdzenie w dowodach, faktach i wszystko będzie się „kupy trzymać” – zaufaj mu. I siłą rzeczy to wyklucza jakikolwiek sojusz/przyjaźń z ex. Moim zdaniem całkowity max w relacji z ex to może być uprzejma (i najlepiej zdalna) obojętność. A w sytuacji, gdy to ojciec ma sądownie przyznane pełne prawa do opieki nad dzieckiem, to znaczy, że (biorąc pod uwagę nasz system prawny faworyzujący matki) ex musiała „nieźle nasyfić” w życiu i najlepiej udawać, że nie istnieje. I na pewno nie wchodź w rolę pośredniczki między ex a swoim mężczyzną. Zasługujesz na partnera, który ma jaja i sam potrafi ogarniać życie.

  1. Pieniądze.

To powszechny zapalnik największych problemów w związkach. W rodzinie, gdzie „dziecko jest jego, a nie Twoje” podział rachunków i odpowiedzialności finansowej jest szczególnie istotny. Mam tutaj na myśli nie tylko bieżące, proste do podziału rachunki za prąd, ale i te większe: kredyt, wspólne wakacje, oszczędności. Stąd prosta droga do zmartwienia o zasady dziedziczenia w polskim prawie. Wrócę jeszcze do tego tematu.

  1. Wakacje.

Razem czy osobno? Przetestowałam każdą wersję. Moje preferowane: długie wakacje tylko we dwoje, krótkie wyjazdy w trójkę lub mąż ze swoim dzieckiem. Cudownie, że oboje jesteśmy zgodni w tym temacie. Pamiętaj, że wakacje to powinien być Wasz wypoczynek a nie spełnianie cudzych oczekiwań.

  1. Zasady.

No właśnie, kto tu rządzi? Na pewno znasz teorię o szyi, która kręci głową itd. Nie jestem przekonana czy tutaj to zadziała, ale jestem pewna, że jeżeli mężczyzna nie uszanuje Twoich potrzeb to ten związek nie będzie miał przyszłości. Nie zgadzam się ze stwierdzeniami, że on i jego dziecko są na pierwszym miejscu, a Ty na doczepkę, bo przecież pojawiłaś się ostatnia. Nigdy nie oddaję miejsca z przodu samochodu dziecku i nie wyobrażam sobie oddać dziecku toaletki (jak czytałam, że to się zdarza). Przyjmuję jako jedną z ważniejszych zasad prawo do własnych granic. Ja też się liczę. Ni mniej ni więcej niż pozostali członkowie rodziny i nie ma znaczenia, kiedy do niej dołączyłam, a mój mąż dba o to, żebym nigdy nie poczuła się pominięta.

  1. Zdrowie.

Nie jest dane raz na zawsze. Niby banał i na pewno o tym wiesz, ale ja kiedyś o tym nie pomyślałam. Jako pewnik przyjmowałam pomoc babci i dziadka, którzy zawsze nas wesprą w opiece nad dzieckiem, również ad hoc, gdy matka biologiczna się wykpi. Ale dziadkowie też chorują. Umierają. My też chorujemy. A kiedy mój mąż choruje to co z dzieckiem? Obowiązek opieki, wsparcia spadnie na Ciebie. Tymczasowo, ale jednak. Mój mąż może na mnie liczyć w takich sytuacjach i to jeden z fundamentów naszego związku.

  1. Stan prawny.

Jak przyjdzie co do czego to pamiętaj: jesteś tylko chłopcem do bicia bez żadnych praw. Macochę najłatwiej jest oskarżyć. Nikt chyba nie napisał jeszcze bajki o dobrej macosze, więc co się dziwić. Jak ex się uprze to uprzykrzy Ci życie na długie lata. Przerobiłam to. Ważne jest wtedy mieć u boku kogoś kto będzie zawsze trzymał Twoją stronę, kto wesprze, ale też posłuży ramieniem, chusteczką i lampką wina w ciężki wieczór.

Dziś wciąż jesteśmy razem, wciąż trzymamy się za ręce i całujemy na dzień dobry. A na stole stoją świeże czerwone tulipany. To nie stało się samo, to nie stało się przypadkiem. Powodzenie Twojej nowej rodziny zależy właśnie od tego mężczyzny. Zupełnie tak jak budowa domu zależy od płyty fundamentowej. Twój mężczyzna to fundament. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *